|
Jako uzupełnienie leczenia konwencjonalnego i poprawiającego komfort życia - tak, zgadzam się. Przekonywująca sugestia i nasza wiara w skuteczność terapii wiele mogą choremu czy 'potrzebującemu' pomóc. Często, nawet, placebo, surogaty pomagają. Najważniejsze, by nie szkodziło. Niestety, wielu jest takich, którzy pojęcia nie mają o podstawowej anatomii człowieka i robią kasiorę na naiwnych. Ale jeżeli im pomogło? Np. ktoś robi akupunkturę po tygodniowym kursie. Przecież bywa tak, że strasznie boli ząb, po prostu nie można tak dalej i w końcu idziemy do dentysty, a boimy się jak diabli. W poczekalni u stomatologa słysząc wrzaski dochodzące gabinetu, ból nam przechodzi. Co, nie bywa tak? Nawet, gdy bliska nam osoba pogłaszcze nas i od razu jest lżej. Czyż nie bywa tak, że odcięta noga dalej boli? A przecież już jej nie ma. I odwrotnie, jeśli kogoś nie lubimy czy nie wierzymy w skuteczność terapii lub leku, nie pomaga nam, dalej cierpimy, chorujmy. Inny przykład, z mojego najbliższego otoczenia. Teściowa mojej córki, w wieku 53 lat, wskutek redukcji etatów straciła pracę. Coś musiała robić. Zatrudniła się się w firmie, która uskuteczniała masaże o jakiejś cudacznej nazwie. Firma ta masowała grupy emerytowanych Niemców, w lecie w moim rejonie, w zimie na południu Polski, w eleganckich pensjonatach. Przez jeden dzień, jako pojętna osóbka, nauczyła się oklepywać obfite cielska sąsiadów zza granicy. A, że znała parę słów niemieckich, to szybko uznana została za pracownika tygodnia a potem turnusu. Mówi, że w życiu, w tak krótkim czasie, nie zarobiła tyle kasiory. Poczucie humoru i odp. podejście pozwoliły jej być "wybitną" masażystką. Inny przykład. Był kiedyś taki "zaklinacz", który mógł spowodować, że jeśli np. para chciała mieć syna, on mógł to zrobić za sowitą zapłatą, że urodzi się chłopczyk, coś w rodzaju jak nasz KR-K. Za odpowiednią opłatą pleban załatwi ci miejsce w niebie, miast w piekle, chociaż żeś jest wielkim grzesznikiem. Otóż, ten zaklinacz tak na gębę tego nie robił. Miał wielką księgę, jak św. Piotr, którą jak rozłożył zajmowała prawie całe ponapoleońskie biurko. Jeśli para życzyła sobie chłopca, ten w księdze zapisywał dziewczynka i odwrotnie, jak dziewczynkę to zapisywał chłopiec. Jak urodziło się to co życzyła sobie para, wszystko było ok, a jeśli nie, przychodziła do zaklinacza z reklamacją. A ten, naślinił palucha, przesuwał palcami karty, odszukiwał ich zamówienie, pokazując mówił: - a co tu jest napisane? I wciskał im, że sie pomylili i nie pamiętają kogo zamawiali, a księga nie kłamie. Proste? Proste! Wiara czyni cuda - trzeba wierzyć, że się uda. Zosiu, wiem o co chodzi i zgadzam się z Tobą. A to pisanie, to tak, by pogadać.
Pzdr
_________________ Ur.1949;III.2007 PSA 8,28;biopsja Gl1+2!?;10-05-2007 z dost. załon. pobr. węzły b/z; 09-2007 PSA 0,07;HT IX-XII;RT XII'07-I'08 całk.7400cGy/37 frakcji; cTpN0M0;IV2008 PSA 0,08;V'2009 - VII'2010 +/- 0,61ng/ml
|