camelka napisał(a):
To miłe że ktoś zechciał przeczytać to,co napisałam i jeszcze odpisać. Nie jest łatwo odpisywać na takie sprawy i ciezko tez czytać,ale w czytaniu porownujemy sobie swoje losy mysląc "inny ma gorzej niż ja". Ale czy moze być jeszcze gorzej? Nie liczę na cud,nie wierzę w cuda... w mało co już wierze.Zasypiam z duszą na ramieniu, biegam do rodziców w nocy sprawdzam czy tata oddycha,czy mama jest ciepła,bo tu o jej oddechu nie ma mowy,respirator zawsze bedzie dziłał choćby nie wiem co...Wtedy sie kłade i slysze bicie swojego serca,za szybkie.Nie potrafię czasem opanować lęku,mimo leków nie da się,nerwy są wtedy mniejsze,ale lęk zawsze zostaje.
Lila napisałas zebysmy dostali choc troche pomocy od innych. Dostaje od pielegniarek kazdego dnia przed poludniem.Sa z rodzicami,przychodzą do mamy,pielęgnują ją,inaczej nie moglabym wyjsc nawet do pracy.Tego rodzaju pomoc mam. Co do bliskich... niestety jest tak ze gdy pojawia sie u czlowieka choroba,to nie ma bliskich.Jesli wy tak macie to bardzo dobrze,my tak nie mamy.Nawet najbliżsi sie oddalają,każdy zyje swoim zyciem,po co komus problemy innych.Gdy zaś choroba trwa juz dlugo to tym bardziej.Czesto slyszę "odwiedzilabym was,ale nie moge patrzec na choroby", "będe plakac itp" odpowiadam "nie ma sprawy,nic sie nie stanie".Nie uslyszalam od nikogo slow "moze Ci w czyms pomoc". Nie żadam od nikogo pomocy,ale przyznaje że chcialabym czasem odpocząc psychicznie.Wyjsc z domu ze swiadomoscia ze ktos z rodziny jest z nimi i ja mam komfort i spokoj.
Moze pisze tu bo nie mam sie komu wygadać. Nie moze... na pewno tak. Ile moge plakać męzowi,i tak mi powie to samo.Brakuje mi zwyczajnych przyjacielskich rozmow,tego nie mam.Czy w chorobie trzeba byc az tak samotnym???
Pozdrawiam was i dziekuje za slowa ktore skierowaliscie do mnie. Bardzo dziekuje.
niestety też nam ten ból, że ludzie się odsuwają , może nie wiedzą jak się zachować?