Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 23 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
 Temat postu:
PostWysłany: 18 Cze 2008, 18:49 
Offline

Dołączenie: 14 Kwi 2008, 07:19
Posty: 13
Wczoraj tato był na kolejnej chemii. Tolerancja dobra. Z uporem maniaka wciąż zgłaszamy z męzem ze tate boli a to biodro, a to kolano. Lekarz prowadzący przeprowadził z tatą rozmowę w której moj ojciec stwierdza ze to bol od lat, zwyrodnienia i juz. Być moze i oby, ale ja chce wiedziec czy na pewno. W związku z czym przy kolejnej chemii maja mu wykonać scyntygrafię tak wyczytalam w zaleceniach na kolejny raz. Nie pisze dokladanie co i jak, a jak pobiegałam po stronach to okazuje sie ze scyntygrafię robi sie co do roznych narządów. Wiec teraz nie wiem czy to dotyczyć bedzie pluc czy kości ale chyba tego drugiego skoro zglosilismy po raz kolejny problem z tymi bólami.

Teraz tak mysle i nie wiem czy dobrze robimy z męzem, bo gdyby .... no ale o to chodzi ze jakby co to trzeba dzialać. Ale boje sie o tate bo stale jest na mnie ze wymyslam. Ale przeciez moja swiadomość jest troche inna niż jego. Dziś znów pokazał mi swój wybuch emocji. To było straszne gdy nagle mnie woła bo chcąc zmienić mamie opatrunek przy rurce teratochomijnej prawie ją wyjął i podrażnił tchawice,na szczescie wlozyl i mama oddycha dobrze. Cale lata robil a dzis takie zdarzenie. O maly wlos on i ja nie dostalismy zawału.

Powiem wprost ja nie mam już sił. Sama podupadam na zdrowiu. A moich rodzicow to nie rusza. Mama często płacze a tata często krzyczy. Przyjdzie taki dzien gdy braknie mnie a oni będą zyc, tak sie moze zdarzyć.

_________________
Żeby się coś zdarzyło,żeby mogło zdarzyć i by zdarzyła się miłość trzeba marzyć!!!


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: 18 Cze 2008, 20:52 
Offline

Dołączenie: 20 Kwi 2008, 10:55
Posty: 76
Camelka, bardzo Ci współczuję.
Trudno coś doradzić, bo nie bardzo jest jak pomóc Tobie.
Przede wszystkim, trudno oczekiwać, ze tata czy mama będą się martwić o Ciebie teraz.
Tata choruje na bardzo poważną chorobę, sama wiesz jak bardzo.
Mama też ma bardzo trudno.
To jest niemal niemozliwe, zeby myśleli o Tobie. Dla nich jesteś zdrowa.
Nie krytykuję Cię broń Boże, ale ludzie chorzy na raka to uzpełnie inni ludzie. No i trudno im się dziwić. To jest trauma, wiedzieć, że jest sie chorym na śmiertelną chorobe.
Teraz Tobię jest trudno, rozumiem to doskonale, ale to są chwile bardzo wartościowe, gdyż pewnie ostatnie. Może też do tego podejdź, będzie Ci łatwiej. Użalanie jeszcze bardziej nakręca.
A że krzyczy tata, niech krzyczy. Nie przejmuj się, no bo niby czym?Przecież nie krzyczy dlatego, zę nie zależu mu na Tobie, czy jest zły na Ciebie.
Krzyczy, żeby wyładować te wszystkie emocje.
No i mąż, tutaj wg mnie mozesz oczekiwać największego wsparcia.
Ty się źle czujesz, to pomyśl jak się tata czuje?
To on jest chory, on musi z tym żyć..
Bardzo, bardzo dobrze,że tak walczysz o badania.
No i jesteś bardzo dzielna. Pozdrawiam serdecznie


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: 27 Paź 2008, 20:47 
Offline

Dołączenie: 14 Kwi 2008, 07:19
Posty: 13
Dziś po 9 z minutami odszedł mój tatuś! Jeszcze wczoraj z nim rozmawiałam i mówiłam mu jak bardzo go kocham. Mama na OIOM-ie w stanie cięzkim,już bez kontaktu. Tak własnie Bóg poukładał im koniec. Ufam mu, wie co robi. Życie to skladanka puzzli, po czasie widać jak się układało i że miało to jakiś sens.

_________________
Żeby się coś zdarzyło,żeby mogło zdarzyć i by zdarzyła się miłość trzeba marzyć!!!


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: 27 Paź 2008, 20:58 
Offline

Dołączenie: 20 Sie 2008, 10:44
Posty: 142
Miejscowość: szczecin
Przyjmnij wyrazy wspolczucia. Bardzo mi przykro


Góra
 Profil  
 
 Temat postu:
PostWysłany: 27 Paź 2008, 23:01 
Offline

Dołączenie: 03 Wrz 2007, 10:57
Posty: 7
WITAM.OSTATNIO BĘDĄC NA BADANIACH W CENTRUM ONKOLOGII SPOTKAŁEM BARDZO WIERZĄCĄ PANIĄ KTÓRA POWIEDZIAŁA BARDZO MĄDRE SŁOWA.PO TYM WSZYTKIM CO PRZESZEDŁEM I CO MNIE CZEKA SĄDZĘ ŻE MAJA DUŻY SĘS.PANI POWIEDZIAŁA MI IŻ UWARZA I WIERZY IZ BÓG NIE MA WPŁYWU NA TO CO DZIEJE SIE NA SWIECIE DLATEGO SA TE WSZYSTKIE CIERPIENIA LUDZI KTÓRZY NA TO SOBIE NIE ZASŁUZYLI.BĘDĄC CHORYM MAM INNE PODEJSCIE DO WIARY, ŻYCIA ŚMIERCI I LUDZI.ŻYCZE WSZSTKIM WYTRWAŁOSCI W POKONYWANIU PRZESZKÓD ŻYCIA PRZY CIERPIACYCH NA JAKIKOLWIEK NOWOTWÓR.CO NAS NIE ZABIJE TO NAS WZMOCNI.POZDRAWIAM


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re: Ile jeszcze muszę znieść....?
PostWysłany: 20 Kwi 2009, 20:01 
Offline

Dołączenie: 14 Kwi 2008, 07:19
Posty: 13
Dawno mnie tu nie było. Za parę dni minie pół roku od śmierci taty. Strasznie mi go brakuje. Chyba w stosunku do mnie powiedzenie "czas goi rany" się nie sprawdza. Z biegiem dni jest coraz gorzej. Tak naprawdę przy zyciu trzyma mnie mama. Od pazdziernika kazdego dnia jestem przy niej w szpitalu. Czuję smutek, żal i wielką niemoc,że nie moge dać jej to na co zasługuje, opieki 24 h w domu, tak jak było gdy tato żył. On był jej potrzebny, mnie, nam! Jestem jak dziecko pozostawione samemu sobie we mgle. Był taki moment po śmierci taty, ze miałam żal ze nie pozostawil mi żadnych drogowskazów, żadnych wskazówek jak żyć, jak mamy sobie radzić z mamą. Ostatnie 10 lat zyłam dla moich rodziców. Nie żałuję i mimo trudności, lęków o mame, strachu o tate a nawet mimo humorów taty oddałabym wiele by wrócić tamten czas. W moim zyciu i domu panuje wielka pustka. Święta nigdy nie będą już tak radosne jak kiedyś, nie umiem stworzyć atmosfery jaka panowala niegdyś w naszym domu. Staram się ale nie wiem jak znaleźć równowage. Trudno mi to przychodzi. Gdyby odeszli razem, a o mały włos by sie tak stało, moze dzis było by mi łatwiej. Z jednej strony cieszę się ze trzymam mamę za ręke, czasem widzę ze mnie czuje, słyszy i chcę ją czuć, a z drugiej strony w bardzo bardzo cieżkich dla niej dniach mam dosc i prosze Boga o spokojną jej smierc. Tato odszedl niespodziewanie, mimo cięzkiej choroby, nikt z nas nie spodziewał sie ze kres jest tak blisko, ale cieszę sie ze nie zdązył nacierpieć sie do konca bólem raka. Nie umiem stać nad jego grobem i nie płakać. Nie wiem czy będę potrafila "normalnie" życ. Bedzie taki dzien gdy zostane na swiecie sama. Oni będą juz razem i beda mieli siebie. A ja? Straszna jest samotność. Pozdrawiam serdecznie wszystkich ktorzy mnie czytali, wspierali. Zycze wytrwałosci tym ktorzy zmagają sie z chorobą. Powodzenia.

_________________
Żeby się coś zdarzyło,żeby mogło zdarzyć i by zdarzyła się miłość trzeba marzyć!!!


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re:
PostWysłany: 27 Kwi 2009, 19:35 
Offline

Dołączenie: 19 Lis 2008, 10:40
Posty: 228
joanna napisał(a):
Droga Camelko.Przeczytalam uważnie to,co napisałaś.Sama jestem osobą,która jest naznaczona nowotworem (rak jajnika).Gdy zaczelam swoją walkę ,znajomy ksiądz powiedział mi bardzo mądre zdanie.Bóg daje człowiekowi tylko takie krzyże do dzwigania,jakie człowiek uniesie.Gdyby czlowiek sam miał wybrać krzyż dla siebie,innego by nie wybrał.Jestem osobą wierzącą i sens tych słów bardzo głęboko mi zapadł w sece.Twój mąż darzy Ciebie wielką milością,dlatego przy Tobie trwa.Pozdrawiam serdecznie i cieplo

Niedobrze mi się robi jak słyszę z ust księży to stwierdzenie o krzyżu który zsyła Bóg?? Jakiż musiałby być okrutny. A podobno Bóg jest miłością więc dajmy mu spokój.


Góra
 Profil  
 
 Temat postu: Re:
PostWysłany: 08 Mar 2010, 20:17 
Offline

Dołączenie: 12 Gru 2008, 11:21
Posty: 9
camelka napisał(a):
To miłe że ktoś zechciał przeczytać to,co napisałam i jeszcze odpisać. Nie jest łatwo odpisywać na takie sprawy i ciezko tez czytać,ale w czytaniu porownujemy sobie swoje losy mysląc "inny ma gorzej niż ja". Ale czy moze być jeszcze gorzej? Nie liczę na cud,nie wierzę w cuda... w mało co już wierze.Zasypiam z duszą na ramieniu, biegam do rodziców w nocy sprawdzam czy tata oddycha,czy mama jest ciepła,bo tu o jej oddechu nie ma mowy,respirator zawsze bedzie dziłał choćby nie wiem co...Wtedy sie kłade i slysze bicie swojego serca,za szybkie.Nie potrafię czasem opanować lęku,mimo leków nie da się,nerwy są wtedy mniejsze,ale lęk zawsze zostaje.

Lila napisałas zebysmy dostali choc troche pomocy od innych. Dostaje od pielegniarek kazdego dnia przed poludniem.Sa z rodzicami,przychodzą do mamy,pielęgnują ją,inaczej nie moglabym wyjsc nawet do pracy.Tego rodzaju pomoc mam. Co do bliskich... niestety jest tak ze gdy pojawia sie u czlowieka choroba,to nie ma bliskich.Jesli wy tak macie to bardzo dobrze,my tak nie mamy.Nawet najbliżsi sie oddalają,każdy zyje swoim zyciem,po co komus problemy innych.Gdy zaś choroba trwa juz dlugo to tym bardziej.Czesto slyszę "odwiedzilabym was,ale nie moge patrzec na choroby", "będe plakac itp" odpowiadam "nie ma sprawy,nic sie nie stanie".Nie uslyszalam od nikogo slow "moze Ci w czyms pomoc". Nie żadam od nikogo pomocy,ale przyznaje że chcialabym czasem odpocząc psychicznie.Wyjsc z domu ze swiadomoscia ze ktos z rodziny jest z nimi i ja mam komfort i spokoj.

Moze pisze tu bo nie mam sie komu wygadać. Nie moze... na pewno tak. Ile moge plakać męzowi,i tak mi powie to samo.Brakuje mi zwyczajnych przyjacielskich rozmow,tego nie mam.Czy w chorobie trzeba byc az tak samotnym???

Pozdrawiam was i dziekuje za slowa ktore skierowaliscie do mnie. Bardzo dziekuje.



niestety też nam ten ból, że ludzie się odsuwają , może nie wiedzą jak się zachować?


Góra
 Profil  
 
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 23 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot], Zosia Bluszcz oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group